e-sport

Jeszcze kilkanaście lat temu granie w gry komputerowe w większości przypadków było hobby, które kończyło się po kilku godzinach dziennie i rzadko przekładało się na realne dochody. Dziś e-sport to branża z milionowymi obrotami, międzynarodowymi turniejami i potężnym zapleczem sponsorskiego marketingu.

Profesjonalni gracze mają menedżerów, dietetyków, trenerów, prawników 😉, a ich codzienne życie przypomina rutynę sportowców tradycyjnych dyscyplin.
Wraz z rosnącą profesjonalizacją pojawia się jednak pytanie o to, jak prawo powinno traktować zawodników e-sportowych. Czy są oni pracownikami w rozumieniu Kodeksu pracy, czy może niezależnymi wykonawcami usług na podstawie kontraktu cywilnoprawnego (B2B)? Odpowiedź na to pytanie ma znaczenie nie tylko dla organizatorów drużyn, lecz także dla samych graczy, których prawa i obowiązki mogą się diametralnie różnić w zależności od przyjętej formy współpracy.

Stosunek pracy w świetle prawa

Stosunek pracy istnieje wtedy, gdy dana osoba wykonuje pracę osobiście, w podporządkowaniu pracodawcy, w określonym miejscu i czasie, a w zamian otrzymuje wynagrodzenie. Tak wprost stanowi art. 22 § 1 kodeksu pracy. W praktyce oznacza to, że o charakterze zatrudnienia nie decyduje tytuł umowy, lecz realny sposób jej wykonywania.

Jeżeli więc zawodnik e-sportowy codziennie uczestniczy w treningach organizowanych przez klub, realizuje polecenia trenera, ma wyznaczony harmonogram i otrzymuje stałą pensję, wówczas może być uznany za pracownika – nawet jeśli podpisał dokument nazwany „kontraktem zawodniczym” lub „umową zlecenia”.

To rozróżnienie ma ogromne znaczenie praktyczne bowiem takie sytuacje mogą prowadzić do przekwalifikowania umowy na etat oraz nałożenia na organizatora obowiązków typowych dla pracodawcy.

Szczególny przypadek – pracownik młodociany

W e-sporcie często spotykamy zawodników, którzy dopiero kończą szkołę średnią, a mimo to uczestniczą w profesjonalnych rozgrywkach. W świetle polskiego prawa osoby w wieku od 15 do 18 lat są uznawane za pracowników młodocianych. Ich zatrudnienie jest możliwe, ale wiąże się z dodatkowymi wymogami.

Młodociany może pracować jedynie przy tzw. pracach lekkich lub w ramach przygotowania zawodowego. Musi również posiadać świadectwo ukończenia szkoły podstawowej oraz orzeczenie lekarskie potwierdzające brak przeciwwskazań do wykonywania pracy. Ponadto obowiązują go ograniczenia czasu pracy – do 6 godzin dziennie dla osób poniżej 16. roku życia oraz do 8 godzin dziennie w przypadku starszych nastolatków.

W praktyce oznacza to, że młody zawodnik nie może brać udziału w nocnych treningach, turniejach odbywających się po godzinach szkolnych czy długotrwałych wyjazdach bez opieki prawnej. Klub ma obowiązek zapewnić mu warunki pracy dostosowane do wieku i stanu zdrowia oraz uzyskać zgodę rodziców lub opiekunów prawnych na podpisanie umowy.

Codzienność zawodnika e-sportowego

Praca profesjonalnego gracza znacząco odbiega od stereotypu osoby „grającej w gry”. To wielogodzinne treningi indywidualne i drużynowe, analiza meczów, przygotowania taktyczne, współpraca z trenerami i analitykami, udział w kampaniach promocyjnych oraz tworzenie treści marketingowych. To również przygotowanie fizyczne – długotrwała pozycja siedząca nie jest tą, dla której ludzkie ciało zostało stworzone.

Organizacje e-sportowe często zapewniają zawodnikom sprzęt, miejsce treningów, transport, a także zakwaterowanie w tzw. gaming house’ach. Klub może również decydować o tym, w jakich godzinach gracz ma trenować, uczestniczyć w wydarzeniach promocyjnych czy streamować swoje mecze. Wszystkie te elementy składają się na relację o cechach typowych dla stosunku pracy – podporządkowanie, stały harmonogram oraz wykonywanie poleceń przełożonych.

Etat czy kontrakt – gdzie przebiega granica ?

W praktyce możemy wyróżnić dwa dominujące modele współpracy.

W pierwszym, zawodnik funkcjonuje jak pracownik etatowy – ma wyznaczony grafik, miejsce pracy, regularne wynagrodzenie i obowiązek codziennego uczestnictwa w treningach. W takim przypadku trudno mówić o swobodzie działania, a więc i o relacji czysto cywilnoprawnej.

Drugi model to tzw. współpraca freelancerska, w której gracz samodzielnie ustala godziny treningów, uczestniczy w wybranych turniejach, a wynagrodzenie otrzymuje za konkretne świadczenia, np. udział w wydarzeniu lub kampanii reklamowej. Taki typ umowy daje większą elastyczność – i dominuje tu model oparty o współpracę B2B – ale pozbawia zawodnika ochrony przewidzianej w prawie pracy – w tym prawa do urlopu czy świadczeń chorobowych.

Granica między tymi dwoma modelami jest jednak bardzo cienka i w praktyce często się zaciera. Kluczowe znaczenie ma stopień podporządkowania zawodnika klubowi oraz realna samodzielność w wykonywaniu obowiązków. Jeśli to organizator decyduje o miejscu, czasie i sposobie świadczenia pracy, mamy do czynienia ze stosunkiem pracy – niezależnie od tego, jak strony nazwały umowę. Natomiast jeśli zawodnik ma faktyczną swobodę w organizacji swojej aktywności, może być uznany za niezależnego wykonawcę usług.

W rzeczywistości wiele organizacji stosuje rozwiązania pośrednie, łącząc elementy obu form. Tzw. model mieszany jest obecnie najczęściej spotykany w e-sporcie, ale jego źródła bywają problematyczne. Z jednej strony wynika on z braku wiedzy prawnej graczy, którzy często nie zdają sobie sprawy, że podpisana umowa zlecenia lub kontrakt B2B faktycznie spełnia cechy stosunku pracy. Z drugiej strony – dla klubów jest to sposób na ograniczenie kosztów zatrudnienia, szczególnie w kontekście wysokich obciążeń podatkowych i składkowych związanych z umową o pracę.

W efekcie obie strony często akceptują taki stan rzeczy – zawodnicy, bo liczy się dla nich możliwość gry i stabilność współpracy, a organizatorzy, ponieważ mogą elastyczniej zarządzać budżetem drużyny. Taka praktyka jest jednak ryzykowna: w razie sporu sąd lub Państwowa Inspekcja Pracy mogą zakwalifikować relację jako stosunek pracy, co wiąże się z koniecznością uregulowania zaległych składek i świadczeń.

Konsekwencje dla klubu

Uznanie relacji zawodnika z klubem za stosunek pracy pociąga za sobą konkretne obowiązki prawne i finansowe po stronie klubu. Podmiot, który faktycznie zatrudnia graczy w sposób przypominający etat, musi odprowadzać składki ZUS, zapewnić urlopy wypoczynkowe, przestrzegać przepisów dotyczących czasu pracy, a także zagwarantować odpowiednie warunki bezpieczeństwa i higieny. Dla wielu e-sportowych organizacji, szczególnie tych działających na granicy rentowności, są to koszty znacznie wyższe niż przy współpracy cywilnoprawnej.

W praktyce właśnie ten czynnik finansowy często decyduje o tym, że kluby wybierają „tańsze” formy współpracy – zlecenia, czy umowy B2B. Takie rozwiązania pozwalają ograniczyć wydatki na składki i podatki, a także zapewniają większą elastyczność przy rozwiązywaniu współpracy z zawodnikiem. Dla organizatora oznacza to mniejsze ryzyko związanego z etapem wypowiedzenia, okresów ochronnych czy obowiązków wynikających z kodeksowych przepisów o zwolnieniach.

Jednak oszczędność krótkoterminowa może obrócić się przeciwko klubowi. W przypadku kontroli Państwowej Inspekcji Pracy lub sporu sądowego, każda z umów może zostać przekwalifikowana na umowę o pracę, jeśli w praktyce spełnia jej cechy. Wtedy klub będzie zobowiązany do zapłaty zaległych składek, podatków, ekwiwalentu za urlopy oraz ewentualnych odszkodowań dla zawodnika.

Warto dodać, że taka sytuacja nie jest już czysto teoretyczna. W ostatnich latach coraz częściej pojawiają się przypadki przekwalifikowania umów w branżach pokrewnych – m.in. w sektorze kreatywnym, reklamowym czy sportowym. E-sport, który dynamicznie się profesjonalizuje, z czasem również znajdzie się pod większą lupą organów nadzoru.

Wizerunkowo również może to być bolesne. Klub obwiniony o unikanie obowiązków wobec zawodników traci zaufanie sponsorów i fanów, a w środowisku e-sportowym reputacja jest jednym z najcenniejszych zasobów. Dbanie o przejrzyste, legalne relacje z graczami staje się więc nie tylko obowiązkiem prawnym, ale także elementem strategii wizerunkowej i etycznej profesjonalnego zespołu.

Jak unikać problemów prawnych ?

Aby uniknąć ryzyka przekwalifikowania umowy, kluby e-sportowe powinny w pierwszej kolejności świadomie kształtować swoje relacje z zawodnikami. Każda forma współpracy – czy to etat, zlecenie, czy kontrakt B2B – powinna być poprzedzona analizą faktycznego sposobu wykonywania obowiązków. Jeżeli zawodnik ma pracować codziennie w określonych godzinach, pod okiem trenera i zgodnie z ustalonym planem, najlepszym rozwiązaniem będzie umowa o pracę.

Z kolei w sytuacjach, gdy zawodnik samodzielnie ustala grafik, trenuje w domu, uczestniczy jedynie w wybranych eventach i nie podlega bieżącemu nadzorowi klubu, bardziej adekwatna będzie współpraca cywilnoprawna. Kluczowe jest jednak to, by dokument precyzyjnie opisywał charakter tej relacji – nie tylko nazwą umowy, ale i jej treścią.

Warto też regularnie aktualizować wzory umów oraz konsultować ich treść z prawnikiem specjalizującym się w branży sportowej lub gamingowej. E-sport jest środowiskiem młodym, w którym przepisy nie zawsze nadążają za realiami rynku. Dlatego korzystanie z gotowych szablonów znalezionych w internecie często przynosi więcej szkody niż pożytku.

Kluby powinny również edukować swoich zawodników w zakresie podstawowych praw pracowniczych i cywilnych. Brak wiedzy prawnej po stronie gracza nie zwalnia organizatora z odpowiedzialności. Co więcej, transparentne zasady współpracy pomagają budować zaufanie w drużynie i ograniczają ryzyko konfliktów w przyszłości.

Nie bez znaczenia jest także dokumentowanie faktycznych warunków współpracy – korespondencji, harmonogramów treningów, informacji o miejscu i czasie wykonywania obowiązków. W razie ewentualnej kontroli lub sporu te dowody mogą przesądzić o tym, jak sąd oceni charakter zatrudnienia.

Dobrze skonstruowana umowa i transparentne relacje z zawodnikami nie są więc jedynie kwestią formalności. To inwestycja w stabilność i profesjonalizm drużyny, która z czasem może uchronić organizację przed kosztownymi konsekwencjami finansowymi, prawnymi i wizerunkowymi.

Podsumowanie

Jak widać granica między freelancerem a pracownikiem w e-sporcie jest cienka i często zależy od faktycznego sposobu współpracy. Jeżeli gracz codziennie trenuje w ustalonych godzinach, wykonuje polecenia trenera i otrzymuje stałe wynagrodzenie, w świetle prawa jest pracownikiem – niezależnie od tego, jak nazwano umowę.

W przypadku zawodników młodocianych sytuacja staje się jeszcze bardziej złożona, ponieważ wchodzą w grę przepisy ochronne ograniczające czas pracy i zakres obowiązków.

Świadomość tych zasad to klucz nie tylko do uniknięcia sankcji, lecz także do budowania zdrowych, przejrzystych relacji w e-sporcie. Nie ma również co ukrywać, że świadomość prawna w tym zakresie jest znikoma. Branża ta dojrzewa i potrzebuje jasnych reguł – a prawo pracy, choć tradycyjne, okazuje się być w tej grze niezwykle aktualne.

Jeżeli jesteś zainteresowany tematyką e-sportu czy gamingu ale od tej prawnej strony to zachęcam do śledzenia bloga jak i bezpośrednio kontaktu.

W kolejnych wpisach przyjrzymy się kontraktom e-sportowym, omówimy kwestię dopingu w sporcie i konsekwencji z tym związanych czy zastanowimy się nad dobrami osobistymi graczy.

Jeżeli masz jakiś problem prawny lub chciałabyś/-byś umówić się na konsultacje to kliknij proszę w poniższy przycisk i umów wizytę.

Umów wizytę